Często pisząc wspomnienia o zmarłych zawodnikach dodajemy życzenia żeby grali na miękkich, trawiastych i zawsze oświetlonych boiskach. Na postawione we wstępie pytania stara się odpowiedzieć kilka związanych z tym anegdot.
Są wśród nich takie, które odnoszą się do konkretnej daty, miejsca i bohaterów, ich minusem po latach jest to, że żeby je w pełni zrozumieć trzeba sobie dane wydarzenie przypomnieć co mając internet nie jest trudne...
Dublin, lata 70-le XX wieku. Dwóch 90-letnich mężczyzn siedzi na trybunach stadionu Lansdowne Road, Mike i Joe, byli przyjaciółmi przez całe życie. Postanowili zawrzeć umowę, który z nich pierwszy umrze i dotrzesz do nieba, da jakoś znać drugiemu czy jest tam rugby. Kiedy Joe źle się czuł Mike odwiedzał go codziennie.
- Joe, obaj kochaliśmy rugby przez całe życie i graliśmy razem w rugby w soboty przez tyle lat, pamiętaj o naszej umowie.
Joe popatrzył na niego i odpowiedział: - Jeśli to w ogóle możliwe to wyświadczę ci tę przysługę.
W czwartek Joe umiera, a o północy w piątek Mike budzi ze snu białe światło i głos wołający do niego: - Mike, to ja Joe, jestem w niebie i mam dla dobre i złe wieści.
- Najpierw powiedz mi dobrą wiadomość - mówi Mike.
- Dobra wiadomość jest taka, że w niebie jest rugby. Wszyscy nasi starzy przyjaciele, którzy umarli przed nami są tutaj. Co więcej, wszyscy znów jesteśmy młodzi, jest zawsze słonecznie i nigdy nie pada. Możemy grać w rugby ile chcemy i nigdy nam się nie znudzi.
- To fantastycznie - mówi Mike. - To jest poza moimi najśmielszymi marzeniami, a jaka jest ta zła wiadomość?
- Widziałem Cię w składzie mojej drużyny na mecz w najbliższą sobotę!
Sędzia rugby zmarł i poszedł do nieba. Zatrzymany przez św. Piotra przy bramie, usłyszał, że tylko odważni ludzie, którzy dokonali bohaterskich czynów i mieli odwagę swoich przekonań, mogą wejść. Gdyby mógł opisać sytuację ze swojego życia, w której wykazał te cechy, zostałby wpuszczony.
- Cóż - powiedział sędzia - sędziowałem mecz pomiędzy Walią i Anglią w Cardiff. Walia prowadziła dwoma punktami na minutę przed końcem. George Ford wykonał akcję, podał do środka do Courtneya Lawesa. Lawes został popchnięty przez napastników, zanim podał do Chrisa Robshawa, który wpadł w narożnik. Ale Robshaw upuścił piłkę, zanim zdążył zdobyć przyłożenie. Ponieważ Anglia była wyraźnie lepszą drużyną przez cały mecz, uznałem mu to przyłożenie.
- OK, to było bardzo odważne uznać punkty, których Anglia nie zdobyła i to w Cardiff, ale muszę to sprawdzić w księdze gdzie wszystko co się wydarzyło jest zapisane – powiedział św. Piotr, zanim zniknął, żeby to sprawdzić.
Kiedy po minucie wrócił, powiedział: - Przepraszam, nie ma żadnych zapisów na ten temat. Czy możesz mi pomóc i powiedzieć kiedy to wszystko się wydarzyło?
Sędzia spojrzał na zegarek i odpowiedział: - Jakąś minutę i czterdzieści pięć sekund temu.
Maurice, przeżył długie życie będąc kibicem Irlandii, gdy zmarł wszedł po schodach i stanął przed obliczem Świętego Piotra, który ze smutkiem kręci głową, zaglądając do swojej księgi.
- Wygląda na to, że większość pieniędzy wydałeś na piwo i bilety na mecze Irlandii, obawiam się, że jest tylko jedno miejsce, do którego musisz się na razie udać.
Maurice smutny schodzi z powrotem po schodach z ciężkim sercem, na dole gwiazd znajdują się podwójne drzwi, otwiera je i wchodzi w oślepiające światło. Mruga, rozgląda się i ogarnia go radość, zobaczył, że jest na Lansdowne Road otoczony tysiącami innych fanów w zielonych koszulkach. Na drugim końcu stadionu znajduje się ogromny ekran telewizyjny z napisem „Następny mecz zaczyna się za cztery minuty”.
Ze łzami ulgi na policzkach podchodzi chwiejnie do najbliższego siedzenia, gdy siada facet obok przygląda się mu i mówi: - Nie daj się ponieść emocjom, jesteśmy w czyśćcu żeby odpokutować za nasze winy. Ale naprawdę zła wiadomość jest taka, że mają tylko jedno DVD z 1997 roku kiedy Anglia wygrała z nami na Lansdowne Road 46:6.
Chris Robshaw ginie, gdy jego samochód zderza z innym tuż po meczu Walia - Anglia w 2013 roku. Dociera do Perłowych Bram gdzie czeka na niego Święty Piotr.
- Chris, witaj w niebie, zostałeś tu wpuszczony ze względu na swój wkład w angielskie rugby.
- Dzięki - odpowiedział Chris. - Ale przychodzę tu na tak długo, póki nie ma Walijczyków, po tym, co mi dzisiaj zrobili (Walia pokonała wtedy Anglię 30:3 - przyp. JW.), nigdy więcej nie chcę widzieć Walijczyka.
- Nie martw się o to, nie ma tu na razie Walijczyków, wejdź - zaprasza go Święty Piotr.
Pierwsze dni były najlepszymi w jego życiu, jako kapitan reprezentacji Anglii mógł oglądać powtórki wszystkich swoich zwycięstw. Aż pewnego dnia wracając z kina zobaczył złote pole. Na środku pola stał mężczyzna z rozwianymi włosami, złotymi butami, w czerwonej koszulce Walii. Po każdym kopnięciu złota piłka do rugby lądowała w nad poprzeczką i między słupkami.
Chris pospieszył do Świętego Piotra i krzyczy: - Obiecałeś mi, że nie ma tu Walijczyków! A ten gość w czerwonej koszulce to kto?
- Och, nie martw się, Chris - odparł Święty Piotr. - To jest Bóg, kopie sobie na bramkę, odkąd Walia wygrała w tym roku Six Nationson on po prostu myśli, że jest Walijczykiem!
Stuart Lancaster (trener drużyny angielskiej) i Steve Hansen (trener drużyny Nowej Zelandii) zginęli razem po meczu na Twickenham i stają przed bramą do Nieba. Bóg wpuszcza ich osobiście i zabiera Stuarta na wycieczkę po niebie, kończy ją w małym domku z dwoma sypialniami, z wyblakłym banerem angielskiego rugby wiszącym na ganku.
-To jest twój dom, Stuart- mówi Bóg -Masz szczęście, większość ludzi nie dostaje tu własnych domów.
Stuart ogląda dom, a potem odwraca się i patrzy na wspaniałą posiadłość na szczycie wzgórza. Ogromny, wielopoziomowy dom z białymi marmurowymi kolumnami, balkonami i pięknym ogrodem, flagi All Blacks wiszą równiutko po obu stronach prowadzącej na wzgórze drogi, a ogromna flaga Nowej Zelandii wisi pomiędzy marmurowymi kolumnami.
-Dziękuję Ci Boże za ten dom- mówi Stuart -Ale pozwól, że zadam ci pytanie, jak to jest, ja mam ten mały domek z dwiema sypialniami, a Steve Hansen dostaje tę ogromną posiadłość z tymi kolumnami i ogromnym banerem All Blacks.
Bóg patrzy na niego poważnie przez chwilę i mówi -To nie jest dom Steva, to jest mój dom.
Nowa Zelandia, lata 90. Jadący przez góry autobus z „All Blacks” wpadł w poślizg i zaczął się zsuwać z urwiska, ale na szczęście zatrzymał się na drzewach tuż nad przepaścią. Gdy ratownicy przybyli na miejsce zdarzenia, trener John Hart powiedział ich dowódcy:
- Posłuchaj mojej rady, jeśli chcesz, aby wszystko skończyło się szczęśliwie, John Lomu ma wyjść z autobusu ostatni.
- Ale dlaczego - oficer był zdziwiony - pomyślałem, żeby najpierw trzeba jego uratować?
- Zaufaj mi, a wszystko będzie dobrze - nalegał Hart.
Dowódca posłuchał go i wszystko naprawdę dobrze się skończyło. Chociaż gdy tylko Lomu został wyniesiony z autobusu ten spadł w przepaść.
- Skąd wiedziałeś, że tak się stanie? - po zakończeniu operacji oficer zapytał Harta.
- Widzisz, nie wierzę że Pan mógł pozwolić, aby jeden z jego prawdziwych cudów umarł tak głupio. Więc kiedy Lomu był w autobusie, inni byli bezpieczni, Stwórca nadal chronił go przed upadkiem. (jak niestety wszyscy wiemy ta ochrona się skończyła - przy. JW)
Springboks lecieli na tournée, nagle ich samolot stracił silnik, po chwili przestał pracować drugi, pilot powiedział, że nadszedł czas, aby przygotować się na najgorsze... Kapitan RPA zaintonował modlitwę, w której połączyli się zawodnicy i inni pasażerowie samolotu. Samolot rozbił się i wszyscy trafili do nieba.
Tak się złożyło, że było to dzień przed corocznym meczem rugby „Niebo” kontra „Piekło”. Bóg dostrzegł swoją szansę, zadzwonił do Diabła i zaczęli rozmawiać.
Bóg: Myślałem o jutrzejszej grze i pomyślałem o zwiększeniu normalnych stawek.
Diabeł: Jasne, jestem typem hazardzisty!
Bóg: OK, co powiesz na podwojenie zakładu do 200 dusz?
Diabeł: Słuchaj, to mi nie przeszkadza, chętnie postawię tysiąc.
Bóg: Dobra robota, tysiąc dusz to jest dopiero stawka.
Bóg zachichotał przez telefon co sprawiło, że Diabeł nastawił uszy…
Diabeł: Coś knujesz, słyszę to, co to jest?
Bóg: Mogę coś knuć, ale dowiesz się jutro.
Diabeł: Słuchaj, nasze zakłady zostały zawarte i wiesz, że się z tego nie wycofam, powiedz mi.
Bóg: OK, mam całą drużynę Springboks!
Diabeł: To w porządku, ale chyba zapomniałeś, że nadal mam wszystkich sędziów!
Na finałach Pucharu Świata w Rugby w pierwszym rzędzie siedzi smutny mężczyzna, obok niego jest wolne miejsce. Inny kibic z dalszego rzędu zauważa je, podchodzi do niego i mówi:
- Czy masz coś przeciwko temu, żebym tu usiadł?
- Nie, wcale nie - odpowiada mężczyzna. - To miejsce mojej żony, ale nie przyjdzie bo niedawno zmarła...
- To dlaczego nie zaprosiłeś kogoś z rodziny? - pyta z ciekawości kibic.
- Nie mogłem wszyscy są teraz na pogrzebie.
Kiedy Walijczyk Barry John zmarł, św. Piotr osobiście oprowadził go po niebie, ponieważ rugby było jego ulubioną grą, a Barry John jego ulubionym graczem. Po zobaczeniu boisk niebieskich i klubowych mieli iść do samego Boga, ponieważ był bardzo ciekawy, jak John mógł sprawić, że kiedy grał Anglicy przegrywali z Walią. Po drodze zobaczyli wysokie, kamienne ogrodzenie. Z wnętrza dobiegały dźwięki intensywnego treningu i podnoszenia ciężarów, wykrzykiwane polecenia z dziwnym akcentem.
- Co to za miejsce? - zapytał John.
- Nie tak głośno! - wyszeptał św. Piotr. - To All Blacks i lepiej żeby myśleli, że są tu sami!
Czterech członków drużyny rugby leci małym samolotem na mecz, trener, łącznik ataku, skrzydłowy i kapitan. Pilot informuje ich, że silniki właśnie przestały pracować i samolot zaraz spadnie, a mają tylko trzy spadochrony dla pasażerów po czym sam wyskakuje z samolotu.
Trener wstaje, chwyta jeden i mówi: - Prowadzę drużynę i wymyślam nasze zagrania, więc biorę jeden. I wyskakuje z samolotu.
Łącznik ataku wstaje i mówi: - Jestem najmądrzejszym człowiekiem na boisku, nie moglibyśmy wygrać bez mojego przywództwa. Chwyta jeden i wyskakuje. Teraz są tylko kapitan i skrzydłowy.
Kapitan patrzy na skrzydłowego i mówi: - Jesteś ważniejszy dla drużyny niż ja najczęściej zdobywasz przyłożenia, bierzesz ostatni spadochron.
Skrzydłowy patrzy na niego i mówi: - Możemy wyskoczyć obaj, najmądrzejszy człowiek na boisku właśnie użył mojej torby jako spadochronu.
Zmarł bardzo znany walijski rugbista. Przybywa do Perłowych Bram. Święty, który strzeże Bram, zaprasza go do wejścia do Królestwa Niebieskiego. Gwiazda rugby wyznaje:
- Kiedyś zdobyłem nielegalne przyłożenie podczas bardzo ważnego meczu. Teraz czuję się winny i nie uważam, że jestem godny wejścia do Królestwa Niebieskiego.
Święty powiedział: - Cóż, jeśli o mnie chodzi, możesz wejść.
- Dziękuję Ci, Święty Piotrze - powiedział rugbista.
- Nie martw się tym - odpowiedział święty. - A tak przy okazji, nie jestem św. Piotrem. To jego dzień wolny. Jestem Święty Dawid, patron Walii.
Pewien sędzia rugby zmarł i trafił do czyśćca. Tam spotkał znajomego sędziego, który szedł ramię w ramię z oszałamiającą młodą dziewczyną.
- No cóż - powiedział sędzia - widzę, że otrzymujesz nagrodę tutaj, podczas gdy oczyszczasz się ze swoich grzechów.
- Ona nie jest moją nagrodą - powiedział jego przyjaciel. - Ja jestem jej karą.