Top 14
W czołowej lidze Francji drużyny wybiegły w ten weekend na boisko po raz jedenasty.
- Stade Toulousain – Racing 92 48:24. Głównym wydarzeniem tego meczu miał być powrót na boisko po ponad półrocznej przerwie Antoine’a Duponta. Zanim jednak łącznik młyna wszedł z ławki rezerwowych, jego koledzy wypracowali przewagę nad ekipą z Paryża. Kluczowy moment meczu nastąpił tuż przed przerwą: przy prowadzeniu Tuluzy 10:3 żółtą kartkę zobaczył jeden z gości. Paryżanie odzyskali piłkę i wykopali ją za boisko chcąc skończyć pierwszą połowę. Nic z tego – w momencie wykopu ich młynarz Janick Tarrit kompletnie bezsensownie zaprawił z byka stojącego obok tuluzańczyka, więc zamiast końca połowy Tuluza miała karnego, po którym – grając z przewagą dwóch graczy po czerwonej kartce Tarrita – zdobyła swoje drugie przyłożenie. Przez 8 minut gry w trzynastkę na początku drugiej odsłony meczu Racing skutecznie się bronił, ale zaraz potem stracił kolejne przyłożenie po fantastycznym rajdzie młodego Belga Matiasa Remue. I choć paryżanie po chwili odpowiedzieli, to gdy zostali ponownie w trzynastkę dwie kolejne piątki zaaplikował im Matthis Lebel (jedną z nich po akcji Antoine’a Duponta) i było już po meczu – potem obie ekipy jeszcze zaliczyły po dwa przyłożenia, które niczego już nie zmieniły.
- Section Paloise – Stade Rochelais 53:33. Także i drugi hit kolejki stanął pod znakiem kartek – wicelider ligi, Pau, już od pierwszej minuty meczu miał ułatwione zadanie, po tym gdy czerwoną kartkę zobaczył łącznik ataku gości Stade Rochelais Antoine Hastoy, który łapiąc w wyskoku piłkę kopnął w twarz nadbiegającego rywala (to ponoć najszybsza czerwona kartka w historii Top 14). Roszelczycy jednak się nie poddali, a po dwóch efektownych przyłożeniach długo przegrywali tylko jednym punktem. Dopiero pod koniec pierwszej połowy i na początku drugiej Pau odskoczyło, ale wtedy La Rochelle znowu zebrało się i po dwóch przyłożeniach (z czego drugim po efektownej akcji i asyście Dawita Niniaszwiliego) miało tylko 6 oczek straty. Dobry moment roszelczyków przerwała żółta kartka – w podwójnym osłabieniu stracili dwa przyłożenia i dystans ponownie wzrósł. Co prawda zdołali jeszcze raz zapunktować, co mogło odebrać gospodarzom ofensywny punkt bonusowy, ale w końcówce Pau znowu przycisnęło, goście znowu zostali w trzynastkę i po maulu padło przyłożenie na wagę bonusu. A jakby kartek było mało, po drodze czerwoną zobaczył także trener La Rochelle, Ronan O’Gara, za komentowanie decyzji sędziego – biorąc pod uwagę jego historię zawieszeń, może go czekać dłuższy pobyt na trybunach.
- Poza tym:
• Montpellier Hérault – Union Bordeaux-Bègles 28:24 (goście bez swoich największych gwiazd ze skrzydeł, ale i tak wygrana gospodarzy bardzo cenna, tym bardziej że występujący w zastępstwie Penaud’a i Bielle’a-Biarrey’a Salesi Rayasi też zdobył dwa przyłożenia);
• Aviron Bayonnais – Lyon OU 22:20 (tylko jedno przyłożenie gospodarzy, dwie żółte kartki, ale zwycięstwo uratowała im noga Jorisa Segondsa, który zaliczył 17 punktów; Lyon prowadził przez pierwsze pół godziny, a pod sam koniec meczu zmniejszył stratę do 2 punktów – nie dostał już jednak okazji do wyprowadzenia kolejnego ciosu);
• ASM Clermont – Stade Français 36:32 (Clermont zaczęło od trzech przyłożeń, a potem zaczęło je tracić; paryżanie dwukrotnie doprowadzili do remisu, a na pięć minut przed końcem wyszli na trzypunktowe prowadzenie – jednak gospodarze zaliczyli w doliczonym czasie gry czwarte przyłożenie, które zdecydowało o ich wygranej);
• Castres Olympique – USA Perpignan 23:7 (Benjamin Udrapilleta przyjechał na stadion swojej dawnej drużyny w barwach rywali, ale i to nie pomogło Katalończykom w odniesieniu pierwszego zwycięstwa w sezonie);
• RC Toulonnais – US Montauban 54:28 (pewna wygrana Tulonu, która mogła być wyższa – beniaminek jednak zasługuje na uznanie, bo nie zrezygnował z walki i zdobył cztery przyłożenia).
- W czołówce ligi bez istotnych zmian – nadal na czele Tuluza i Pau, dalej Tulon i kolejne drużyny już z większą stratą. Spory spadek zanotowały La Rochelle i Racing 92, ale już na tym etapie sezonu można z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że w strefie spadkowej pozostaną Montauban i Perpignan.
- Na zapleczu Top 14, w Pro D2, także sezon już zaawansowany – rozegrano dwunastą kolejkę spotkań. Najwięcej uwagi przyciągało otwierające rundę spotkanie ekipy z wielkimi ambicjami, ale formą w kratkę, Brive (pierwsze pod wodzą nowego trenera Pierre’a-Henry’ego Broncana), która grała z nieoczekiwanym wiceliderem ligi, Colomiers. Brive zasłużenie wygrało, prowadząc do przerwy 10:0, a po przerwie utrzymało przewagę korzystając z aż czterech żółtych kartek rywali (choć, grając w podwójnym osłabieniu, zdobyli oni przyłożenie). Skończyło się wynikiem 27:18. W innym ciekawym starciu, liderujące w tabeli Vannes pokonało 36:15 inną ekipę z czołówki, Agen. Goście dominowali w młynie, zarabiali liczne karne, ale to Bretończycy odnieśli zwycięstwo, i to bonusowe, którym uczcili 75-lecie klubu.
- Poza tym Grenoble pokonało Biarritz 33:25 (ambitni gospodarze awansowali na 9. miejsce, ale to na pewno ich nie zadowala, na dodatek nie zdobyli punktu bonusowego), Soyaux Angoulême uległo Aurillac 15:20 (o wygranej gości przesądziło przyłożenie zdobyte tuż przed końcem spotkania po niemal stumetrowej akcji z dużym udziałem holenderskiego łącznika młyna Borisa Hadinegoro), Provence ograło 46:16 Carcassonne (wysoka wygrana gospodarzy, która dała im awans na ligowe podium – choć początek fatalny: żółta kartka, stracone przyłożenie, a krótko potem kontuzja kapitana…), Dax rozgromiło w gaskońskich derbach Mont-de-Marsan 68:14 (w przyłożeniach 10:2, w żółtych kartkach 0:4), Oyonnax zwyciężyło Béziers 35:24 (mimo gry w osłabieniu przez większość meczu po czerwonej kartce), a Valence Romans pokonało Nevers 13:3 (i wskoczyło na drugie miejsce w tabeli).
United Rugby Championship
Po miesięcznej przerwie wróciła URC, choć zarówno ekipy walijskie, jak i południowoafrykańskie przystąpiły do meczów tej kolejki mocno osłabione.
- Bulls – Lions 33:43. Pierwszym w tym sezonie południowoafrykańskim derbom sporo splendoru odebrał fakt, że reprezentacja kraju wciąż jeszcze była na północnej półkuli i grała z Walią, co spowodowało osłabienie obu ekip. Bardziej pokrzywdzeni byli z tego powodu Bulls i goście skrzętnie to wykorzystali. W meczu, w którym atak zdecydowanie górował nad obroną (11 przyłożeń), po 25 minutach prowadzili 17:0. Co prawda Bulls zredukowali straty, ale w drugiej połowie goście odskoczyli i dwa przyłożenia gospodarzy w końcówce nie dały im nawet bonusu defensywnego.
- Munster – Stormers 21:27. Także w meczu na szczycie ligowej tabeli brakowało nieco gwiazd – co prawda reprezentanci Irlandii wrócili do składu Munsteru, ale za to Stormers grali bez Springboków. Nie dziwił zatem przebieg pierwszej połowy, w której Munster wykorzystał dwie żółte kartki rywali i schodząc do szatni wygrywał 21:6. Po przerwie jednak nastąpiła kompletna zmiana obrazu meczu – dominacja Stormers w młynach (zaraz po przerwie ich trener wymienił aż sześciu zawodników tej formacji) dała gościom platformę do punktowania i trzy przyłożenia zapewniły im wygraną. Choć na koniec spotkania Munster cieszył się z przyłożenia po efektownym przekopie Jacka Crowley’a do Toma Farrella, które mogło przywrócić mu wygraną, jednak TMO dopatrzyło się przodu wcześniej w akcji. To niezwykle cenna wygrana Stormers.
- Poza tym:
• Dragons – Leinster 10:24 (Irlandczycy bez niemal całej podstawowej piętnastki, ale i tak powinni wygrać pewniej; pierwszą połowę kończyli grając w trzynastkę i przegrywając 5:7, dopiero po przerwie wypracowali przewagę, a bonus ofensywny zapewnili sobie tuż przed końcem gry przyłożeniem imponującego RG Snymana, który wszedł z ławki rezerwowych; kto wie jednak, jak mecz by się skończył, gdyby chwilę wcześniej, przy 7-punktowej różnicy na tablicy wyników, zasłużoną czerwoną kartkę zobaczył jeden z Irlandczyków, Scott Penny – tymczasem sędzia nawet nie podyktował karnego);
• Ulster – Benetton Treviso 47:13 (i znów szalał Robert Balaucoune, który po kontuzji błyskawicznie wrócił do formy – tym razem dwa przyłożenia, kolejne dwa dorzucił Werner Kok; jeszcze tuż przed przerwą Włosi wyszli na jednopunktowe prowadzenie 13:12, ale po przerwie gospodarze zdobyli pięć przyłożeń nie tracąc ani jednego punktu);
• Zebre Parma – Cardiff 14:29 (można było dawać Włochom szansę, skoro grali z mocno osłabionym rywalem, ale nic z tego – Dafydd Hughes zaliczył po maulach autowych hat-tricka jeszcze w pierwszej połowie i Walijczycy pewnie wygrali, w ostatniej minucie meczu zaliczając przyłożenie na wagę bonusu ofensywnego);
• Edinburgh – Ospreys 19:17 (Walijczycy bez 22 graczy, z niecodziennymi roszadami wymuszonymi tym faktem – np. młynarzem na pozycji rwacza – a i tak napsuli krwi Szkotom, dwukrotnie wychodzili na prowadzenie i do końca walczyli o zwycięstwo);
• Connacht – Sharks 44:17 (brak Springboków na boisku bezlitośnie wykorzystał Connacht – co prawda Sharks zaliczyli pierwsze przyłożenie w meczu, ale po godzinie gry było 30:5 i dopiero w końcówce gra zaczęła się toczyć przyłożenie za przyłożenie – za późno, aby coś zmienić; świetną skutecznością popisał się Sean Naughton, który z kopów zdobył 19 punktów);
• Scarlets – Glasgow Warriors 23:0 (spora niespodzianka – grający bez reprezentantów Walijczycy, którzy w tym sezonie nie zdobyli wcześniej ani jednego punktu, nie tylko po raz pierwszy w sezonie wygrali, ale pokonali znajdujących się przed tym weekendem na podium ligowej tabeli Szkotów do zera).
- Stormers po wygranej nad Munsterem umocnili się na szczycie tabeli – a Irlandczycy spadli na trzecie miejsce kosztem walijskiego Cardiff. Zwraca uwagę czwarte już miejsce pnącego się w górę Ulsteru, który na dodatek ma jedno zaległe spotkanie do rozegrania. Na dole tabeli Sharks znowu spadli na trzecie miejsce od końca i wyprzedzają jedynie Dragons i Scarlets (których pierwsza w sezonie wygrana nie wydźwignęła z ostatniej lokaty).
Prem
Wróciła także do gry (i także na szóstą kolejkę) angielska Prem.
- Saracens – Bath 29:36. W szlagierze kolejki londyńscy Saracens podejmowali mistrzów kraju z Bath. I początkowo wydawało się, że londyńczycy będą kontrolować spotkanie – po kwadransie prowadzili 14:0, a gdy Finn Russell i Henry Arundell pozwolili Bath zmniejszyć stratę, ponownie odskoczyli. Po półgodzinie było 19:10, a Owen Farrell dorzucił drop goala i powiększył przewagę do 12 oczek. Wtedy jednak kontrolę nad spotkaniem przejęli obrońcy tytułu, którzy zdobyli kolejne trzy przyłożenia i kwadrans po przerwie prowadzili 7 punktami. I choć Saracens walczyli, doprowadzili do remisu, drugie przyłożenie Arundella kilka minut przed końcem ostatecznie rozstrzygnęło mecz na rzecz Bath. Spore znaczenie miała seria zmian w Bath na 20 minut przed końcem, dzięki czemu ekipa ta zwiększyła intensywność i podkręciła tempo, paraliżując zakusy gospodarzy i ostatecznie doprowadzając do zdobycia zwycięskich punktów. Widać też, że Noah Caluori jeszcze nie zajmie miejsca Arundella w reprezentacji Anglii.
- Poza tym:
• Newcastle Red Bulls – Leicester Tigers 17:39 (ekipa z Newcastle czeka na pierwszą ligową wygraną nie tylko w tym sezonie, ale już od roku);
• Sale Sharks – Exeter Chiefs 26:27 (nie pomógł George Ford, który świetną formę z kadry zabrał też do klubu i zdobył w tym meczu 14 punktów – po drugiej stronie niemal równie skuteczny był Henry Slade, a jego koledzy dorzucili o jedno przyłożenie więcej i choć po 50 minutach gry przegrywali 6:26, ostatecznie wyszarpali jednopunktową wygraną);
• Gloucester – Harlequins 26:15 (Newcastle wciąż przegrywa, natomiast pierwszą wygraną w sezonie zanotował Gloucester – co prawda przez całą pierwszą połowę meczu z Quins przegrywał, ale w drugiej połowie zdobył trzy przyłożenia, które przesądziły o jego wygranej; wyróżnił się zwłaszcza Ollie Thorley);
• Bristol Bears – Northampton Saints 46:12 (fatalny początek meczu Saints – na samym jego starcie zaliczyli 20-minutową czerwoną kartkę, a po tych 20 minutach przegrywali 0:21; na dodatek rozpędzeni bristolczycy się nie zatrzymywali, jeszcze przed przerwą dorzucili kolejne dwa przyłożenia i schodząc do szatni prowadzili 35 punktami; dwie piątki Saints po przerwie niewiele zmieniły, zwłaszcza, że Bears wciąż punktowali).
Porażka Saints oznacza, że ekipa ta opuszcza fotel lidera i spada na trzecie miejsce w lidze. Na prowadzenie w tabeli wróciło Bath, a na drugim miejscu znaleźli się Exeter Chiefs. Na dnie tabeli coraz bardziej osamotnieni Red Bulls – przedostatni Gloucester co prawda nie awansował, ale pierwsza wygrana w sezonie pozwoliła mu odskoczyć od czerwonej latarni i zbliżyć się do reszty stawki.
- Ósma kolejka Champ zaczęła się od ciekawego starcia dwóch ekip z czołówki ligowej tabeli – w meczu Nottingham z Bedford Blues padł remis 28:28. Blues pozostali jednak w czołowej trójce, a dwie drużyny znajdujące się w tabeli ponad nimi wygrywały – Ealing Trailfinders już ósmy raz w tym sezonie (36:14 z London Scottish na wyjeździe), a Worcester Warriors czwarty raz z rzędu (61:14 także na wyjeździe z Cambridge). Świetną passę notują też Cornish Pirates, którzy po kiepskim początku sezonu wspinają się coraz wyżej w tabeli i po wygranej 28:19 nad Richmond są już na czwartym miejscu. Poza tym Ampthill uległo 21:31 Hartpury University, Caldy znowu przegrało, tym razem 28:36 z Chinnor, a Doncaster Knights wygrali 24:21 z Coventry.
Ze świata
To wprawdzie nie news ligowy, ale to za mało na osobny więc będzie tutaj…
- Na koniec testowej jesieni mieliśmy mecz Walii z Południową Afryką - rozgrywany poza okienkiem testowym, co oznaczało utratę przez obie drużyny po kilkunastu zawodników, których wezwały obowiązki klubowe. Z kolei zawodnicy, którzy w kadrach pozostali, osłabili swoje kluby w rozgrywanej równolegle kolejce ligi URC. Cóż, powody zorganizowania w Cardiff czwartego jesiennego testu były czysto ekonomiczne - i miejmy nadzieję, że przynajmniej finansowy wynik zadowolił WRU, bo postawa jej drużyny z pewnością była ogromnym rozczarowaniem dla kibiców. Oczywiście, to RPA było faworytem, ale wynik 73:0 jest prawdziwym upokorzeniem (i najwyższą przegraną Walii w historii przed własną publicznością).
Grzegorz Bednarczyk
Więcej informacji o rugby w kraju i na świecie przeczytasz na moim blogu „W szponach rugby” [kliknij]