Top 14
Dwa najciekawsze spotkania szóstej kolejki Top 14 rozegrano na jej początek i koniec.
- Section Paloise – Aviron Bayonnais 42:24. Spotkanie pomiędzy drużynami znakomicie radzącymi sobie na początku sezonu przyniosło zmianę lidera tabeli – będąca nim przed tym weekendem Bajonna uległa ekipie z Pau i przez tego rywala została zmieniona na pierwszym miejscu. Już w pierwszej połowie gospodarze dominowali, zaczynając od prowadzenia 13:0 i trzynastopunktową przewagę mając niemal do samego końca tej części spotkania. Na domiar złego goście stracili przed przerwą aż czterech zawodników z kontuzjami. W kolejnych 20 minutach dwa przyłożenia Pau i karny powiększyły różnicę do 27 punktów, a Bajonna straciła dwóch kolejnych kontuzjowanych graczy (w sumie zeszło ich z boiska aż siedmiu, a skład drużyny na koniec meczu był mocno improwizowany). Gwiazdą spotkania był Joe Simmonds, który raz chybił słupów z podstawki, ale mimo to skończył mecz z 22 punktami na koncie (w tym przyłożeniem). Baskowie walczyli do końca, a przyłożeniem zdobytym już w doliczonym czasie gry odebrali Béarneńczykom ofensywny punkt bonusowy.
- Stade Toulousain – Union Bordeaux-Bègles 56:13. Niespełna półtora roku temu w starciu tych drużyn w finale Top 14 Tuluza rozgromiła Bordeeaux 57:3. Potem sytuacja się zmieniła i choć Bordeaux nie sięgnęło po mistrzostwo Francji, walczyło z tuluzańczykami jak równy z równym. Aż do niedzieli – bo w niedzielę demony powróciły. Jeszcze na samym początku Bordeaux próbowało coś ukąsić, ale po pudle Mathieu Jaliberta z karnego Tuluza odpowiedziała przyłożeniem. W kolejnym ataku Jalibert tym razem trafił między słupy, ale znowu gospodarze natychmiast zrewanżowali się piątką. A potem Tuluza dominowała już niepodzielnie – w sumie w pierwszej połowie zdobyła pięć przyłożeń (a była o włos od kolejnego) i prowadziła do przerwy 35:3. Po przerwie Bordeaux rzuciło się do ataków i nawet zdobyło przyłożenie, ale pary starczyło na krótko. Już dwie minuty później Tuluza wróciła do punktowania, a chwilę potem okazję Bordeaux pogrążył przerzucony aut na 5 m. Skończyło się pogromem 56:13 (drugie przyłożenie goście zdobyli na koniec meczu). Warto zwrócić uwagę, że w roli sędziego asystenta zobaczyliśmy w tym meczu 23-letniego Japończyka Katsuki Furuse.
- Poza tym:
• Lyon OU – USA Perpignan 44:19 (goście, którzy dotąd pozostają bez punktu w lidze, przed meczem rozstali się z częścią sztabu szkoleniowego; w tym meczu niespecjalnie to im pomogło, choć długo toczyli w Lyonie wyrównaną walkę, mieli okazje i do 60. minuty różnica na tablicy wyników między drużynami była minimalna; jednak trzy przyłożenia gospodarzy w ostatnich 20 minutach rozstrzygnęły sprawę);
• US Montauban – Castres Olympique 28:32 (już po półgodzinie było 0:26, a w 50. minucie jeden z graczy gospodarzy zobaczył czerwoną kartkę; tym bardziej godny uwagi jest ich zryw w ostatnich 20 minutach, gdy zaczęli odrabiać stratę, która na początku tego okresu wynosiła 19 punktów – zdobyli trzy przyłożenia i wygraną Castres uratowały tylko dwa karne Enzo Hervé);
• Racing 92 – Montpellier Hérault 32:25 (do przerwy 13:13, potem po czerwonej kartce jednego z gości Racing 92 zyskał 14 punktów przewagi, ale na pięć minut przed końcem ją stracił; ostatnie słowo należało jednak ponownie do paryżan);
• Stade Français – Stade Rochelais 26:24 (bardzo dużo emocji w Paryżu: na kwadrans przed końcem gospodarze prowadzili 20:12; wtedy akrobatyczne przyłożenie dla gości zdobył Niniaszwili; tuż przed końcem, przy sześciopunktowej przewadze Stade Français, Nolann le Garrec wyjął piłkę spod nóg paryskiej gąsienicy na linii 5 m co dało roszelczykom siedem punktów – wydawało się, że zwycięskie, zwłaszcza gdy chwilę potem, na 60 sekund przed końcem, sędzia podyktował młyn na ich rzecz; jednak młyn dramatycznie przegrali, a Louis Carbonel karnym podyktowanym przy tej okazji dał zwycięstwo gospodarzom);
• ASM Clermont – RC Toulonnais 27:10 (clermontczycy wyszli na prowadzenie w 10. minucie meczu i nie oddali go do końca).
- Na fotel lidera wspięło się Pau, ale tyle samo punktów mają też Tuluza i Stade Français, a kolejnym drużynom brakuje niewiele. Na dole tabeli wciąż Perpignan i Montauban, których dystans do reszty stawki rośnie i wciąż czekają na pierwszą wygraną.
United Rugby Championship
W trzeciej kolejce URC zwracał uwagę powrót do gry wielu gwiazd, w tym gwiazd British & Irish Lions oraz reprezentantów Południowej Afryki.
- Leinster – Sharks 31:5. Trzeci mecz sezonu Leinsteru był trzecim meczem z rywalem z Południowej Afryki – w przeciwieństwie jednak do dwóch poprzednich rozegranym na własnym stadionie i w mocnym składzie. Miał to być szlagier kolejki, ale mecz okazał się mocno jednostronny. Już po półgodzinie Leinster miał na koncie trzy przyłożenia i prowadził 21:0 (jedno z nich po znakomitym kopie Jamesa Lowe’a, inne w wykonaniu debiutującego w roli kapitana drużyny Josha van der Fliera). I choć wtedy Sharks wreszcie się odgryźli wykorzystując błąd Harry’ego Byrne’a, na tym ich zdobycze się skończyły. W drugiej połowie, która nie porwała, Leinster dorzucił kolejne dwa przyłożenia i pewnie wygrał – pierwszy raz w tym sezonie.
- Poza tym:
• Munster – Edinburgh 20:19 (pasjonujący pojedynek w Cork – zaczęło się od błyskawicznej akcji skrzydłem gospodarzy zainicjowanej szybkim wrzutem z autu, ale potem na prowadzenie wyszli Szkoci; cóż z tego, skoro zawodziła ich dyscyplina i ilekroć oglądali żółte kartki, tylekroć tracili przyłożenia – i choć Munster żadnego nie podwyższył, zwyciężył);
• Scarlets – Stormers 0:34 (bolesna porażka gospodarzy, bez ani jednego punktu; po drugiej stronie zaś powrót do ligi Sachy Feinberga-Mngomezulu, który zaczął od kopa w słupek, a potem zaliczył żółtą kartkę, ale ostatecznie zdobył 12 punktów, w tym przyłożenie; kontuzję odniósł Deon Fourie);
• Benetton Treviso – Lions 41:15 (popis Włochów, którzy już po 20 minutach mieli na koncie trzy przyłożenia i prowadzili 17:3, a w szczególności Louisa Lynagha, który zdobył aż cztery z sześciu przyłożeń zwycięzców);
• Ospreys – Zebre Parma 24:0 (pierwszy wyjazd Włochów i pierwsza porażka, na dodatek bardzo bolesna – nie zdobyli ani jednego punktu; z kolei dla gospodarzy to była pierwsza wygrana w sezonie po dwóch wyjazdowych porażkach w RPA);
• Glasgow Warriors – Dragons 49:0 (prawdziwy pogrom w Glasgow, choć Walijczycy też mieli kilka swoich szans);
• Cardiff – Connacht 14:8 (niezbyt porywający mecz, w którym bardzo długo utrzymywał się wynik 7:3 do gospodarzy; pod koniec Irlandczycy przycisnęli i gdy wydawało się, że zdobędą zwycięskie punkty, po ich błędzie Tom Bowen przechwycił piłkę i zdobył przyłożenie – swoje drugie w tym meczu i piąte w sezonie; Connacht jeszcze walczył, ale zapunktował dopiero w doliczonym czasie gry zaliczając tylko bonus defensywny);
• Ulster – Bulls 28:7 (nie tylko Leinster wygrał w Irlandii z ekipą z południa – także Ulster, który rozstrzygnął mecz trzema przyłożeniami zdobytymi po przerwie).
- W tabeli na czele niepokonane dotąd Stormers i Munster. Komplet wygranych ma też piąty Ulster, ale ta drużyna rozegrała o jeden mecz mniej.
Prem
Trzecia kolejka Prem, której głównym punktem były londyńskie derby, stała pod znakiem powrotu do gry członków drużyny British & Irish Lions.
- Harlequins – Saracens 20:14. A w derbach Londynu mała niespodzianka – Harlequins, którzy przegrali dwa poprzednie spotkania, pokonali Saracens, mających dotąd na koncie dwie wygrane. Kluczem do tego zwycięstwa była postawa zawodnika, który właśnie w tym momencie wrócił do zmagań ligowych – łącznika ataku Marcusa Smitha. To on zdobył pierwsze przyłożenie dla Quins (zainicjował akcję kopem, a następnie wykończył ją przełamując dwie szarże), a potem skutecznie wykonywał kopy z podstawki, zdobywając 15 z 20 punktów swojej drużyny. Dołożył też asystę przy przyłożeniu Tyrone’a Greena, a mógł mieć na koncie też drugie własne przyłożenie, jednak nie zostało uznane z powodu wcześniejszego błędu w młynie. Co prawda Saracens na każde przyłożenie Harlequins prędzej czy później potrafili odpowiedzieć (w pierwszej połowie Fergus Burke po ładnej zespołowej akcji, w drugiej połowie Ben Earl po świetnym przekopie Owena Farrella), ale języczkiem u wagi okazały się dwa karne Smitha – drugi z nich zaliczony już w doliczonym czasie gry, na koniec spotkania. Błysnął też w debiucie dla gospodarzy Guido Petti.
- Poza tym:
• Sale Sharks – Newcastle Red Bulls 57:5 (nie tak miało wyglądać wejście Red Bulla w świat rugby – trzecia porażka i to najboleśniejsza ze wszystkich, z dziewięcioma straconymi przyłożeniami, z których aż trzy padły już w pierwszym kwadransie; hat-tricka przyłożeń zaliczył Tom Roebuck);
• Bristol Bears – Exeter Chiefs 18:14 (goście z początku rzadko mieli piłkę w rękach, ale wyszli na prowadzenie 8:0; po półgodzinie meczu Tom Jordan zobaczył czerwoną kartkę, a Chiefs zdobyli dwa przyłożenia, jednak przyłożenie w drugiej połowie dało im jednopunktowe prowadzenie; zwycięstwo przypieczętowali karnym na koniec meczu);
• Northampton Saints – Leicester Tigers 32:26 (szalony mecz, wiele zmian na prowadzeniu, przy czym Saints punktowali głównie z przyłożeń, po których mieli kłopot z podwyższeniami, tymczasem Tigers sporo zawdzięczali skutecznym kopom; kluczowe okazały się dwa imponujące przyłożenia Anthony’ego Belleau w drugiej połowie; warto zwrócić uwagę, że w ekipie Tigers pojawił się na boisku James O’Connor, który w końcówce wpisał się na tablicę wyników karnym – dał on jego drużynie niezrealizowaną nadzieję na wygraną i ostatecznie bonus defensywny);
• Bath – Gloucester 38:17 (z 28:0 po półgodzinie kolejne 30 minut później zrobiło się 28:17, ale ostatecznie wygrana obrońców tytułu nie była zagrożona).
Komplet zwycięstw ma już tylko Bath, a bez porażki są też Northampton Saints, którzy zajmują drugie miejsce dzięki dwóm wygranym i remisowi. Saracens spadli na trzecią lokatę. Na dnie tabeli wciąż Newcastle Red Bulls.
- W Champ najwięcej uwagi zwraca chyba porażka Worcester Warriors – po zwycięstwie w debiucie przed tygodniem, tym razem ulegli na wyjeździe Hartpury University 25:28. Drugą wygraną odnieśli za to Ealing Trailfinders – aż 55:7 z Chinnor (na pierwsze przyłożenie potrzebowali zaledwie kilka sekund). Poza tym London Scottish przegrali z Nottingham 7:26, Doncaster Knights pokonali 42:15 Cambridge, Ampthill wygrało 26:21 z Cornish Pirates, Caldy zwyciężyło 27:21 Richmond, a Coventry ograło 35:30 Bedford Blues. Po dwóch kolejkach mamy pięć drużyn z dwoma zwycięstwami na koncie: Nottingham, Ealing, Ampthill, Caldy i Hartpury.
Rugby Europe Super Cup
- Ruszyły rozgrywki Rugby Europe Super Cup – w zmienionym formacie, z udziałem sześciu drużyn. W pierwszej kolejce dwa mecze ekip z Półwyspu Iberyjskiego miały zdecydowanych faworytów, natomiast z ciekawością można było patrzyć na trzecie spotkanie. I faktycznie, hiszpańscy Castilla y León Iberians pokonali Brussels Devils 66:20 a portugalscy Lusitanos zwyciężyli 42:21 Bohemia Rugby Warriors (uwaga – sędziował Łukasz Jasiński, a na linii biegał Adrian Pawlik). Ciekawie miało być w meczu Romanian Wolves z holenderską Deltą – Rumuni przegrali na swoim boisku 17:40.
NPC
- W nowozelandzkim NPC dla odmiany sezon zmierza do końca – zaczęła się faza play-off, od ćwierćfinałów. W pierwszym z nich drugie po fazie zasadniczej Otago miało kłopoty z pokonaniem siódmego Waikato – zwyciężyło, ale tylko 33:30. Waikato tuż przed końcem wyrównało, ale gospodarzom starczyło czasu na karnego, którego wyegzekwował Cam Millar. Podobnie najlepsza ekipa sezonu zasadniczego, Canterbury – w starciu z Counties Manukau, remis 15:15 pojawił się na tablicy po 50 minutach gry i do końca regulaminowego czasu się nie zmienił (choć w końcowych sekundach gospodarze próbowali szczęścia i z szalonego 70-metrowego karnego, a potem z drop goala). Losy meczu Canterbury rozstrzygnęło dopiero w dogrywce dzięki punktom Chay’a Fihakiego i ostatecznie zwyciężyło 23:15. Poza tym Bay of Plenty pokonało Tasman 27:7 (do przerwy przegrywało jednym punktem, ale w drugiej połowie trzema przyłożeniami przesądziło sprawę – w tym dwoma zainicjowanymi świetnymi zagraniami Lucasa Cashmore’a; kapitan zwycięzców Kurt Eklund w wyniku spotkania z korkami kolegi z drużyny dorobił się 60 szwów na twarzy), a Hawke’s Bay wygrało 26:12 z Taranaki (goście trzykrotnie przykładali piłkę w polu punktowym rywali, ale żadne z tych przyłożeń nie zostało uznane – zmarnowali w ten sposób sporą szansę na wygraną). Skład półfinałów: Canterbury – Hawke’s Bay i Otago – Bay of Plenty (dwa starcia Wyspy Południowej z Północną).
Baltic Top League
- W Baltic Top League historyczne rozstrzygnięcie – pierwszy raz po tytuł mistrzowski sięgnęła drużyna łotewska. Livonia, która dotąd tylko raz zakosztowała gry w finale (trzy lata temu), tym razem wyszła z niego zwycięsko wygrywając z Vairas Szawle (rekordzistą Litwy w liczbie mistrzostw) aż 61:20, w dużej mierze dzięki znakomitej drugiej połowie. A rozjemcami tego pojedynku była polska trójka sędziowska z Dominikiem Jastrzębskim na czele. Brązowe medale zawiesili na szyjach rugbyści Baltrexu Szawle, którzy wygrali w meczu o brąz 34:12 z Ąžuolas Kowno.
Serie A Elite
- Po kilku weekendach wypełnionych rozgrywkami pucharowymi ruszył we Włoszech nowy sezon ligowy Serie A Elite. Broniące mistrzowskiego tytułu Rovigo rozgromiło Lyons z Piacenzy aż 70:10, natomiast wicemistrz, Viadana, wygrał 35:22 z Mogliano. Ząbki pokazał beniaminek – piemoncka Biella, pierwszy raz występująca na tym poziomie rozgrywek, w swoim debiucie przegrała z Fiamme Oro 24:36, ale zaczęła go od przyłożenia już w 3. minucie, a po kwadransie prowadziła nawet 19:5.
Mistrzostwa Rosji PARI
- Zakończyły się rozgrywki ligi rosyjskiej – tu pierwszy raz od 17 lat w finale zabrakło drużyny z Krasnojarska. Obie ekipy z tego miasta, dominujące przez lata w rosyjskim rugby, odpadły w półfinałach. Tytuł mistrzowski wywalczyła pierwszy raz w historii Strieła Kazań po wygranej 32:30 nad Dynamem Moskwa. W meczu o brąz mieliśmy natomiast derby Krasnojarska – tu broniący tytułu mistrzowskiego Jenisiej-STM pokonał Krasnyj Jar 43:17.
Premiership Women’s Rugby Cup
- Gwoździem programu trzeciej kolejki Prem były niedzielne derby Londynu między Harlequins i Saracens, natomiast już w sobotę doszło do innego derbowego pojedynku o wysokiej stawce pomiędzy kobiecymi zespołami z tych klubów – tutaj to Saracens były gospodarzem, a stawką meczu był triumf w Premiership Women’s Rugby Cup. Zwyciężyły zawodniczki Saracens, które po to trofeum sięgnęły po raz dwunasty w historii – było 43:33.
Élite 1
- Podwójne starcie nie tylko w Anglii – także i we Francji w ten sam weekend (a właściwie – tego samego dnia i na tym stadionie) starły się zarówno męskie, jak i kobiece drużyny Tuluzy i Bordeaux. W przypadku ekip kobiecych był to mecz pierwszej kolejki nowego sezonu Élite 1, ale ponadto – identycznie jak u mężczyzn – rewanż za ostatni finał. Cień na tym wydarzeniu, transmitowanym w Canal+, położyła tylko nieobecność kilku kadrowiczek odpoczywających po Pucharze Świata. A na boisku gospodynie zrewanżowały się za porażkę z finału i zwyciężyły 29:19.
Americas Rugby Championship
- Coraz głośniej mówi się o powrocie od przyszłego roku Americas Rugby Championship – z udziałem ekip Samoa i Tonga, które bazowałyby w Stanach. Ten krok ma pozwolić drużynom z Ameryki Południowej uszczknąć jakieś kawałeczki z tortu, jakim WR obdarowuje rugby w USA. Ponoć są także ponowne przymiarki, aby doszło do rywalizacji między najlepszymi drużynami z Major League Rugby i Super Rugby Americas.
Grzegorz Bednarczyk
Więcej informacji o rugby w kraju i na świecie przeczytasz na moim blogu „W szponach rugby” [kliknij]