Top 14
We Francji rozegrano piątą kolejkę Top 14.
- Union Bordeaux-Bègles – Lyon OU 32:20. Bordeaux zaczęło ten sezon poniżej oczekiwań, Lyon natomiast – przeciwnie. W tym meczu jednak porządek z poprzedniego sezonu został przywrócony i wicemistrzowie kraju zwyciężyli, na dodatek z bonusem ofensywnym, choć kłopoty miał Mathieu Jalibert (żółta kartka, skuteczność z kopów wynosząca 50%, ale także i świetna asysta przy przyłożeniu Nicolasa Depoortère’a). Wydawało się, że Bordeaux już na początku ustawiło sobie mecz – w niespełna 20 minut zdobyło trzy przyłożenia i wyszło na prowadzenie 17:0. Potem jednak punktować przestało, natomiast rywale jeszcze przed upływem półgodziny zaliczyli 13 oczek, a po przerwie zdobyli przyłożenie (oba ich przyłożenia w tym meczu zaliczył 19-letni Esteban Gonzalez), po którym wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Bordeaux inicjatywę odzyskało w ostatnim kwadransie, gdy rywale zostali w czternastkę po żółtej kartce Jiuty Wainiqolo, a gospodarze zaliczyli dwa przyłożenia (drugie z nich, w praktyce decydujące o wyniku, zdobył Louis Bielle-Biarrey).
- Aviron Bayonnais – Stade Toulousain 40:26. Na koniec kolejki arcyciekawe starcie w Bajonnie – Baskowie podejmowali mistrzów kraju. Tuluzańczycy trzykrotnie w tym meczu wychodzili na prowadzenie. Najpierw po pierwszym przyłożeniu w meczu Mathisa Lebela (znakomity kop Romaina Ntamacka na skrzydło i akrobatyczne przyłożenie w narożniku zaatakowanego w powietrzu skrzydłowego, aż żal, że żaden filmik dostępny w Polsce się nie nawinął pod rękę). Drugi raz na z kolei początku drugiej połowy – przed przerwą doprowadzili do remisu, a po niej Ntamack karnym dał im trzy punkty przewagi. I wreszcie ostatni raz na kwadrans przed końcem. Potem jednak Thomas Ramos spudłował karnego, a do Basków należała końcówka meczu – w ciągu 10 minut zdobyli trzy przyłożenia, które dały im cenną wygraną. A ta pozwoliła im zająć fotel lidera Top 14.
- Poza tym:
• Montpellier Hérault – Stade Rochelais 37:13 (pierwsze przyłożenie w meczu roszelczyków już po kilku minutach gry – ale pozostałe cztery zdobyli już gospodarze, którzy dzięki temu wygrali z bonusem ofensywnym);
• Castres Olympique – Racing 92 20:16 (na kilka minut przed końcem paryżanie prowadzili 16:6; jednak ich seria zwycięstw została przerwana, bo gospodarze zaliczyli morderczą końcówkę z dwoma przyłożeniami, przy czym to drugie, decydujące o ich sukcesie, zdobyli już w doliczonym czasie gry);
• ASM Clermont – US Montauban 84:31 (pięć minut, dwie pierwsze akcje i 14:0; beniaminek co prawda się odgryzał, ale dominacja ekipy z Clermont była niepodważalna – 7 przyłożeń do przerwy, kolejne 5 w drugiej połowie; na dodatek trzy żółte kartki gości);
• RC Toulonnais – Section Paloise 33:17 (Toulon, do którego składu po 10 miesiącach wrócił Charles Ollivon, zdobył pierwsze cztery przyłożenia w meczu, w praktyce rozstrzygając jego losy krótko po przerwie; warte uwagi jest kolejne przyłożenie niezniszczalnego weterana Ma’a Nonu);
• USA Perpignan – Stade Français 11:28 (katalońska twierdza coś nie działa w tym sezonie – Perpignan przegrywa wszystkie swoje mecze, w tym już trzeci domowy; rok temu te drużyny walczyły między sobą o utrzymanie, teraz paryżanie wyraźnie celują w coś znacznie więcej).
- W tabeli wciąż sporo rotacji po każdej kolejce. Na fotel lidera awansowała z piątego miejsca Bajonna, a pokonana przez nią Tuluza zanotowała podróż w przeciwnym kierunku. Stawka jest ciasna, a wyraźnie odstają tylko dwie ostatnie ekipy, Montauban i Perpignan, obie wciąż bez zwycięstwa.
- W Pro D2 wciąż wygrywa Colomiers – zatrzymało dla siebie fotel lidera, tym razem pokonując w meczu na szczycie ligowej tabeli Agen, i to bardzo pewnie, 31:5 (do przerwy 23:0). Sporo uwagi przyciągał mecz z udziałem Grenoble, choć także z powodów pozasportowych – po zawieszeniu przez klub trenera Nicolasa Nadau’a za krytyczne uwagi pod adresem klubowego doktora przed tygodniem drużyna zbojkotowała jeden trening i groziła, że nie wyjdzie na boisku. Ostatecznie zagrała, ale uległa Provence 23:24. Emocji było sporo, Romain Trouilloud spudłował karnego dla Grenoble w doliczonym czasie gry, a wcześniej zawodnicy obu drużyn zobaczyli pomarańczowe kartki. Poza tym Dax uległo Vannes 15:16 (ostatnia drużyna tabeli zagroziła faworytom, a mogła wygrać – w końcówce dwa spudłowane karne), Brive pokonało Oyonnax 33:18 (po kwadransie było 0:13, a do przerwy 7:18, ale w drugiej połowie briwijczycy wywalczyli nie tylko wygraną, ale i bonus ofensywny; są dzięki temu na trzecim miejscu w tabeli), Béziers wygrało 31:19 z Carcassonne (znów w jednej z głównych ról Samuel Marques, choć po jego przechwyconym podaniu Béziers także straciło punkty), Biarritz przegrało 13:19 z Aurillac (to pierwsze zwycięstwo gości na wyjeździe nad tym rywalem od dekady; wynik ustalił Gruzin Daczi Papunaszwili karnym z 55 m), Nevers ograło 33:10 Soyaux Angoulême, a Valence Romans wygrało z Mont-de-Marsan 35:21.
United Rugby Championship
Druga kolejka United Rugby Championship nie odbyła się w całości. Orkan Amy, który przeszedł przez Skandynawię i uderzył w północną część Wysp Brytyjskich spowodował odwołanie dwóch spotkań: Edynburga z Ulsterem oraz Connachtu ze Scarlets (Walijczycy nie byli w stanie przelecieć przez Morze Irlandzkie).
- Bulls – Leinster 39:31. Drugi mecz dublińczyków w Południowej Afryce pozwolił im odzyskać nieco zaufania u kibiców po dotkliwej porażce sprzed tygodnia. Tym razem co prawda znów przegrali, ale po walce i z czterema przyłożeniami na koncie, które dały im pierwszy punkt do ligowej tabeli. Gospodarze świetnie zaczęli mecz, od prowadzenia 12:0 już po kwadransie gry. Goście jednak zaczęli odpowiadać, a zaraz po przerwie, dzięki dwóm szybkim przyłożeniom wyszli nawet na prowadzenie 24:22. Ponownie wyszli na czoło na kwadrans przed końcem (tym razem prowadząc 4 punktami), ale Bulls uratowali się w samej końcówce zaliczając dwa przyłożenia (ostatnie z nich, stanowiące kropkę nad i, po przechwycie Davida Kriela tuż przed końcem). Cóż, Leinster najtrudniejszy moment sezonu ma za sobą – wraca do Irlandii i w fazie zasadniczej na pewno już na drugi koniec świata nie będzie musiał jechać.
- Poza tym:
• Stormers – Ospreys 26:10 (Walijczycy zaskoczyli lokalnych kibiców, dwukrotnie wychodząc na prowadzenie po przyłożeniach; dopiero po przerwie, gdy na boisko weszli zmiennicy, Stormers odzyskali kontrolę nad meczem);
• Dragons – Sharks 17:17 (niespodzianka w Newporcie – Dragons do przerwy przegrywali trzema oczkami, a po przerwie zaliczyli karnego i zremisowali z południowoafrykańską ekipą, która w drugiej połowie ani razu nie zapunktowała, nawet grając w końcówce z liczebną przewagą);
• Benetton Treviso – Glasgow Warriors 16:14 (początek meczu zdecydowanie nie pomyśli Włochów, którzy do przerwy przegrywali 3:14; po przerwie odrobili większość strat dzięki przyłożeniu Tommaso Menoncello i kopom Jacoba Umagi, a w doliczonym czasie gry Rhyno Smith z blisko 40-metrowego drop goala dał im wygraną);
• Munster – Cardiff 23:20 (cztery przyłożenia Walijczyków, w tym hat-trick Toma Bowena to było za mało – goście nie zdobyli ani jednego punktu z kopu, podczas gdy Irlandczycy, choć zdobyli jedno przyłożenie w mniej, kilka piłek umieścili między słupami, m.in. drop goala Jacka Crowley’a w końcówce);
• Zebre Parma – Lions 22:20 (drugi mecz i drugie zwycięstwo włoskiej drużyny – świetny początek sezonu; co prawda gospodarze stracili 9-punktową przewagę zdobytą na początku meczu, ale na sam koniec meczu zdobyli wyrównujące przyłożenie i dorzucili podwyższenie na wagę wygranej).
- Na czele ligowej tabeli dwie drużyny z Południowej Afryki. Warto zwrócić uwagę na czwartą lokatę Zebre Parma.
Prem
Bez zakłóceń udało się za to rozegrać drugą kolejkę w lidze angielskiej, choć pogoda też nie rozpieszczała zawodników i kibiców.
- Saracens – Bristol Bears 50:17. Po jednej stronie potęga, po drugiej zaś ekipa z ogromnymi ambicjami. Niestety, emocji za wiele nie było. Już po pięciu minutach gry londyńczycy mieli na koncie dwa przyłożenia, a do przerwy prowadzili 31:0. Po przerwie co prawda bristolczycy zaczęli się wreszcie odgryzać, ale nawet mimo hat-tricka przyłożeń Irlandczyka Kierana Marmiona, ani na moment nie zbliżyli się do rywali na dystans, który mógłby pozwolić im poważnie myśleć choćby o bonusie defensywnym. Zwłaszcza, że Saracens zatrzymali licznik przyłożeń dopiero wtedy, gdy znalazła się na nim liczba 7, do tego 15 punktów z kopów dorzucił Owen Farrell. Bears nie tylko przegrali, ale także kontuzjowany zszedł z boiska Louis Rees-Zammit.
- Poza tym:
• Bath – Sale Sharks 28:16 (zaczęło się ciekawie, bo na przyłożenia Henry’ego Arundella i Camerona Redpatha dla obrońców tytułu, George Ford odpowiadał drop goalami; po przerwie Sharks zmniejszyli dystans do pięciu oczek, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy);
• Exeter Chiefs – Newcastle Red Bulls 38:15 (drugi mecz i druga porażka ekipy, która ma być nową siłą w lidze; już tuż przed przerwą było tutaj 24:3, a choć Red Bulls w końcu zdobyli dwa przyłożenia, rywalom tak naprawdę nie zagrozili, rzadko w ogóle pojawiając się w ich polu 22 m; zwraca uwagę hat-trick przyłożeń Immanuela Feyi-Waboso dla zwycięzców);
• Leicester Tigers – Harlequins 29:19 (mecz o dwóch obliczach – do przerwy było 0:16, a chwilę po niej nawet 0:19; potem Quins się zatrzymali, a gdy zostali na boisku w czternastkę po żółtej kartce, 25 minut przed końcem, Tigers wreszcie zaczęli punktować – i do końca meczu uzbierali cztery przyłożenia; dla londyńczyków to poniekąd powtórka sprzed tygodnia – wtedy także przegrali, choć prowadzili z Bath już 17:0);
• Gloucester – Northampton Saints 35:37 (goście zaczęli od prowadzenia 31:0 po 35 minutach, a gospodarze zaczęli pogoń od ostatniej akcji pierwszej połowy, przy czym skorzystali na trzech kolejnych żółtych kartkach gości – na 10 minut przed końcem wyszli na jednopunktowe prowadzenie; chwilę potem jednak to gracz gospodarzy Ross Byrne zobaczył żółtą kartkę, a Anthony Belleau kopnął karnego, który uratował wygraną Saints; Gloucesterowi na pocieszenie pozostały dwa punkty bonusowe).
- Na dwóch miejscach tabeli bez zmian – na pierwszym wciąż Saracens, a na ostatnim wciąż Red Bulls (i wciąż bez ani jednego punktu).
- W ten weekend ruszyły rozgrywki drugiego poziomu rozgrywkowego w Anglii, od tego sezonu nazywanego Champ. Tu m.in. Bedford Blues zagrali z regularnie zwyciężającymi tę ligę Ealing Trailfinders – skończyło się 22:50. Wpuszczeni bocznymi drzwiami do ligi Worcester Warriors zaczęli swoje odrodzenie od cennego zwycięstwa nad Coventry (29:19), wygrał także drugi beniaminek (tym razem taki prawdziwy, który awansował z National 1), Richmond, 18:13 z Chinnor. Poza tym Nottingham pokonało Doncaster Knights 26:8, Cornish Pirates ulegli Hartpury University 21:22 (do przerwy było 0:22, po przerwie pogoń, ale jednego oczka zabrakło), Caldy wygrało z London Scottish 26:10, a Cambridge uległo Ampthill 24:45.
NPC
- W nowozelandzkim NPC dobiegła do końca faza zasadnicza. W ostatniej, dziesiątej kolejce oczywiście najwięcej uwagi przykuwały dwa spotkania, w których miały się rozstrzygnąć losy dwóch ostatnich miejsc premiowanych awansem do ćwierćfinałów. W pierwszym z nich zmierzyły się dwie drużyny zajmujące przed tą kolejką siódme i ósme miejsce w lidze – i awans zagwarantowało sobie Waikato, które pokonało Northland 29:19 (przy czym sporą rolę odegrał Aaron Cruden). Northland w tej sytuacji nerwowo czekało na wynik później rozgrywanego spotkania Tasman z Counties Manukau, a wieści z Nelson musiały graczy z północy rozczarować – Counties Manukau wygrały 49:41 (zwycięstwo w piątym meczu z rzędu). Poza tym North Harbour pokonało Southland 15:14 (na koniec sezonu pierwsze i jedyne zwycięstwo gospodarzy), Auckland uległo Otago 17:51 (koniec słabego sezonu Auckland i gwarancja miejsca w czołowej dwójce gości, dla których 24 punkty zdobył Cam Millar), Wellington przegrał 26:33 z Bay of Plenty (także żegnając się z rozgrywkami, na dodatek w kiepskim stylu – trwoniąc 21-punktową przewagę), Manawatū przegrało 10:38 z Hawke’s Bay, a Canterbury potwierdziło swoją pozycję lidera wygrywając 34:14 z Taranaki (hat-trick Zacha Gallaghera w pierwszej połowie).
- Skład ćwierćfinałów: Canterbury – Counties Manukau, Otago – Waikato, Bay of Plenty – Tasman, Hawke’s Bay – Taranaki.
Farah Palmer Cup
- Także w Nowej Zelandii rozegrano finał kobiecych rozgrywek o mistrzostwo kraju, Farah Palmer Cup. W finale Waikato zmierzyło się z Canterbury i wygrało 19:13 – a bohaterką spotkania została Kaea Nepia, która w ostatniej minucie powstrzymała szarżą bardzo groźny atak rywalek. Dla Waikato to drugi tytuł z rzędu i zarazem trzeci w historii. Z kolei Canterbury już trzeci rok z rzędu przegrało w finale.
Baltic Top League
- Półfinały rozegrano w Baltic Top League. W sezonie zasadniczym najlepsza w całej stawce była łotewska Livonia Garkalne. Łotysze w drodze do fazy play-off odnieśli komplet zwycięstw i nie zatrzymali się również w ten weekend – wygrali 39:26 z kowieńskim Ąžuolas. Drugi półfinał był zarazem derbami Szawli i rewanżem za ubiegłoroczny finał. Tutaj dopiero po dogrywce Vairas pokonał BaltRex 21:18, a ten wynik oznacza, że przegrani nie obronią mistrzowskiego tytułu sprzed roku.
División de Honor
- Ciekawie jest w hiszpańskiej División de Honor, gdzie po dwóch kolejkach mamy zaledwie jedną drużynę z dwoma zwycięstwami na koncie. Jest nią ekipa Burgos, która w derbach Kastylii i Leónu pokonała po zaciętym spotkaniu VRAC 26:23. Druga ekipa z Valladolid, która na start sezonu przegrała z VRAC, tym razem zwycięska – El Salvador pokonało Complutense Cisneros 40:33 w powtórce finału z poprzedniego sezonu. Do gry wszedł beniaminek, madryckie Liceo Francés, i zaczął sezon od zwycięstwa 32:19 nad AMPO Ordizia.
Super Rugby Americas
- Ogłoszono nazwę czwartej argentyńskiej drużyny w Super Rugby Americas, która przystąpi do rozgrywek w najbliższym sezonie – ekipą z Rosario będą Capibaras. Prezes chilijskiej federacji mówi z kolei o możliwości włączenia w 2027 drugiej drużyny z tego kraju.
Grzegorz Bednarczyk
Więcej informacji o rugby w kraju i na świecie przeczytasz na moim blogu „W szponach rugby” [kliknij]