Champions Cup
W Europie rozegrano pierwszą kolejkę fazy grupowej rozgrywek pucharowych – jak zwykle w ostatnich latach prowadzonych w kuriozalnej formie (w 6-zespołowych grupach każda ekipa rozgrywa tylko po 4 spotkania, w Champions Cup awans dalej ma zapewnione 20 z 24 drużyn). Format ten powoduje, że uczestnicy coraz częściej „odpuszczają” wyjazdowe spotkania – choć akurat pierwsze z poniżej opisanych stanowi zaprzeczenie tej reguły i było widowiskiem godnym nawet finału.
- Bulls – Union Bordeaux-Bègles 33:46. Pojedynek w Pretorii miał być jednym z głównych punktów tego weekendu i z pewnością kibice nie mogli narzekać – poziom był znakomity, padło aż dwanaście przyłożeń. Większość zapisali na swoje konto broniący tytułu z ubiegłego sezonu goście z Francji, dla których znowu znakomicie zagrała formacja ataku – duet Maxime Lucu i Mathieu Jalibert (znakomity występ łącznika ataku – 12 punktów, przyłożenie, 2 asysty, kilka innych kluczowych podań i przełamań linii obrony) dyrygował grą i rozgrywał rywali tworząc sytuacje dla znakomitych skrzydłowych, którzy zaliczyli w tym meczu aż cztery przyłożenia. W pierwszej półgodzinie cios padał za cios, a na każde przyłożenie gości gospodarze odpowiadali swoim. Pod koniec pierwszej połowy wreszcie przejęli inicjatywę i po dwóch przyłożeniach wyszli na prowadzenie 33:22. Jednak drugą odsłonę zaczęli od 20 minut w osłabieniu po żółtych kartkach i w tym czasie Bordeaux wróciło na prowadzenie, a w ostatnim kwadransie dwoma kolejnymi przyłożeniami przesądziło o wygranej (w tej części meczu zaimponował także zmiennik, Salesi Rayasi). Bulls, jak zwykle imponujący w młynie, w drugiej połowie nie zdobyli ani jednego punktu, za to podarowali Francuzom sporo karnych.
- Bath – Munster 40:14. Kibice ostrzyli sobie zęby na starcie lidera Prem z trzecią drużyną URC – dwóch drużyn, które w tym sezonie poniosły dotąd po zaledwie jednej porażce. Jednak prawdziwych emocji było niewiele, bo gospodarze zdominowali rywali od pierwszych minut spotkania, toczonych w ulewnym deszczu – już w piątej minucie zapisali na swoje konto karne przyłożenie, przy okazji którego żółtą kartkę zarobił Tadhg Beirne, a grając w przewadze zapisali na swoje konto kolejne dwa przyłożenia i po zaledwie 20 minutach wygrywali już 28:0. Dopiero wtedy gospodarze zaczęli odpowiadać – a przyłożenie Craiga Casey’a pod koniec pierwszej połowy zmniejszające ich stratę do 21 oczek pozwoliło im zachować resztki nadziei. Od początku drugiej połowy mocno zaatakowali i kto wie, jakby wyglądał ten mecz, jakby zapunktowali, ale efektem akcji był przegrany aut na 5 m. Kolejną świetną okazję zmarnowali po 20 minutach gry w tej części spotkania. I choć Bath w drugiej połowie nie zachwycało, nie stwarzało sobie szans, pod sam koniec meczu zdobyło przyłożenie dobijające przeciwników.
- Stade Toulousain – Sharks 59:19. Kolejne starcie wielkich firm i kolejna wygrana dominujących od początku gospodarzy. To, że pojedynek był jednostronny, nie było dziwne, skoro Sharks przyjechali do Tuluzy w rezerwowym składzie. Chociaż Francuzi musieli wycofać ze swojej piętnastki z powodu choroby Romaina Ntamacka, to ich nie powstrzymało – już na samym początku pierwsze przyłożenie dla nich zdobył reprezentant Włoch Ange Capuozzo po świetnym kopie Thomasa Ramosa, a po 25 minutach było 28:0. Co prawda wtedy gospodarze się zatrzymali, a Sharks dwoma przyłożeniami zmniejszyli stratę, ale w ostatnich 20 minutach Tuluza zafundowała rywalom morderczy finisz, zdobywając kolejne cztery przyłożenia. Capuozzo skompletował hat-tricka, Ramos wykorzystał wszystkie 8 podwyższeń, a w drugiej połowie znowu zobaczyliśmy na boisku Antoine’a Duponta. Kiepskie to było pożegnanie z fotelem trenera Sharks Johna Plumtree.
Poza tym:
-Aviron Bayonnais – Stormers 17:26 (dramatyczne spotkanie w Bajonnie rozpoczęło się przyłożeniem dla gości z RPA, potem powiększali prowadzenie dzięki karnym Clintona Swarta i do przerwy wygrywali 16:5; sytuacja zmieniła się, gdy na pół godziny przed końcem 20-minutową czerwoną kartkę za podeptanie rywala zobaczył jeden z przyjezdnych – co prawda pierwsze przyłożenie gospodarzy nie zostało uznane, ale zdobyli dwa kolejne i wyszli na prowadzenie, a gdy 20 minut się kończyło, kolejny z gości zobaczył żółtą kartkę; zamiast jednak grać do końca z przewagą, Baskowie sami zarobili dwie żółte kartki i stracili 10 punktów – przyłożenie odebrało im wygraną, a karny na sam koniec zabrał im nawet bonus defensywny);
-Sale Sharks – Glasgow Warriors 21:26 (co prawda po 20 minutach było 0:14, ale Szkoci podnieśli się – także po fatalnym ostatnim występie w lidze – i wywalczyli wygraną z bonusem ofensywnym);
-Saracens – ASM Clermont 47:10 (żadnych wątpliwości nie pozostawili londyńczycy, którzy już do przerwy wygrywali 26:0; i choć zaraz po przerwie grający w osłabionym składzie Francuzi wreszcie zapunktowali, moment później skarcił ich po znakomitej indywidualnej akcji młody Noah Caluori, który wcześniej, w pierwszej połowie, dwukrotnie był o włos od punktów);
-Leinster – Harlequins 45:26 (pewna wygrana gospodarzy nad londyńską ekipą, która przyjechała do Dublina bez swoich gwiazd, choć kropkę nad i postawili dopiero trzema przyłożeniami w ostatnich minutach; zwracał uwagę debiut w barwach gospodarzy Rieko Ioane, który wszedł na boisko na ostatnie 20 minut, żałują oni natomiast na pewno kontuzji aż trzech ważnych graczy – RG Snymana, Garry’ego Ringrose’a i Jordana Larmoura);
-Stade Rochelais – Leicester Tigers 39:20 (po trzech ligowych porażkach z rzędu La Rochelle wreszcie się odbiło; choć w pierwszej połowie wygrywali w przyłożeniach 3:1, schodząc do szatni prowadzili tylko czterema oczkami; kolejne trzy przyłożenia po przerwie dały im jednak wysoką wygraną);
-Scarlets – Bristol Bears 16:17 (Walijczycy już po kwadransie przegrywali 12 punktami; co prawda zdołali zniwelować tę różnicę i wyjść na prowadzenie, ale wygraną odebrało im przyłożenie krajana, Louisa Reesa-Zammita; walijscy kibice żałują przyłożeń unieważnionych po TMO, a także tylko żółtej kartki, jaką obejrzał po półgodzinie gry Bill Mata);
-Section Paloise – Northampton Saints 27:35 (znakomicie radzący sobie w tym sezonie Top 14 gospodarze dobrze zaczęli spotkanie – swoje pierwsze w Champions Cup od ponad 20 lat; jednak ostatnie minuty przed przerwą i pierwsze minuty po przerwie to był okres, w którym goście zdobyli cztery przyłożenia; tuż przed końcem na tablicy wyników był remis 27:27, ale Saints dorzucili piąte przyłożenie oraz karnego Fina Smitha i wygrali na bardzo trudnym terenie – pomimo 20 minut osłabienia po czerwonej kartce w drugiej połowie meczu);
-Gloucester – Castres Olympique 34:14 (przez godzinę wyrównany mecz, w którym drużyny wymieniały cios za cios i po tym czasie remisowały 14:14; w ostatnich 20 minutach najpierw dwa karne Rossa Byrne’a, potem dwa przyłożenia Charliego Atkinsona przy grze z przewagą jednego gracza przeważyły szalę na rzecz gospodarzy i dały im punkt bonusowy);
-Edinburgh – RC Toulonnais 33:20 (mecz zaczął się od drop goala Melvyna Jamineta dla Tulonu, ale po wymianie przyłożeń i półgodzinie gry to Szkoci wyszli na prowadzenie i nie oddali go do końca; przypieczętowali wygraną ostatnią piątką w końcówce spotkania, która dała im punkt bonusowy).
-Swoją drogą, kolejny przyczynek do niewielkiej przydatności ofensywnych punktów bonusowych za cztery przyłożenia – rozegrano w ten weekend 12 meczów w Champions Cup i przyznano 12 bonusów ofensywnych (10 dla zwycięzców i 2 dla przegranych). W Challenge Cup bonusy dla zwyciężających w 7 spośród 9 spotkań.
Challenge Cup
Równolegle rozegrano też pierwszą rundę spotkań w Challenge Cup, czyli rozgrywkach przeznaczonych dla ekip, które nie załapały się poziom wyżej.
-Ulster – Racing 92 61:7. Pierwsze spotkanie sezonu rozegrano w Belfaście, gdzie rozpędzony ostatnio Ulster podjął paryską wielką markę, Racing 92. To paryżanie otworzyli punktowanie w tym meczu, po kilku minutach gry zdobywając po przechwycie przyłożenie. Okazało się jednak, że to były ich jedyne punkty w spotkaniu (tuż przed przerwą drugą piątkę odebrało im TMO), tymczasem gospodarze nie zasypiali i wykorzystali bezlitośnie fakt, że paryżanie przyjechali rezerwowym składem (cóż, mają kłopoty w Top 14, a Challenge Cup w takiej sytuacji zwykle jest przez francuskie drużyny odkładany na drugi plan). Co prawda w pierwszej połowie Irlandczycy odpowiedzieli tylko dwoma piątkami i na prowadzenie wyszli krótko przed przerwą, ale po niej prawdziwie rozjechali rywali – zapunktowali już w pierwszej akcji drugiej połowy, a potem dorzucili jeszcze sześć przyłożeń, z czego cztery w ostatnim kwadransie.
Poza tym:
-Lions – Benetton Treviso 18:26 (nie tylko Bordeaux wygrało na wyjeździe w RPA – choć na 25 minut przed końcem gospodarze wygrywali 18:8, Włosi zaliczyli świetny finisz z dwoma przyłożeniami Leandro Marina zdobytymi w okresie gry w przewadze oraz karnym i drop goalem Tomasa Albornoza);
-Stade Français – Cardiff 38:17 (mimo rotacji i debiutantów w składzie ekipa ze stolicy Walii prowadziła do przerwy 10:5; pięć kolejnych przyłożeń po przerwie zdobyli jednak paryżanie);
-Black Lion – Montpellier Hérault 13:24 (pierwsza połowa nieoczekiwanie wygrana przez Gruzinów 13:0 dzięki przyłożeniu niezawodnego Akaki Tabucadzego oraz kopom Luki Cikeridzego; druga połowa za to zupełnie odwrotna – przegrana przez gospodarzy 0:24 i to z czterema straconymi przyłożeniami);
-Zebre Parma – US Montauban 41:17 (beniaminek Top 14 tylko przez moment nawiązał walkę z włoską ekipą, zdobywając krótko po przerwie dwa przyłożenia – to było jednak za mało);
-Lyon OU – Newcastle Red Bulls 14:23 (zacięty pojedynek rozstrzygnięty w ostatnich minutach; pierwsze zwycięstwo w sezonie ekipy z Newcastle);
-USA Perpignan – Dragons 41:17 (nie tylko Red Bulls, ale także i Perpignan zaliczyło w ten weekend pierwszą wygraną w sezonie; zwyciężyli zdobywając sześć przyłożeń i mimo 20-minutowej czerwonej kartki na początku spotkania);
-Ospreys – Connacht 24:21 (po niewiele ponad 20 minutach Irlandczycy prowadzili 21:0, w kolejnych minutach zmarnowali kilka innych okazji, i mało kto spodziewał się ich porażki; tymczasem Ospreys zapunktowali w ostatniej akcji pierwszej połowy, a zmobilizowani tym osiągnięciem po przerwie dorzucili kolejne trzy przyłożenia wyrywając nieprawdopodobne zwycięstwo; przy dwóch zwycięskich w końcówce pomogła im żółta kartka irlandzkiego filara, w wyniku której młyny były symulowane, a goście musieli odesłać z boiska jeszcze jednego gracza i zostali na 10 minut w trzynastkę);
-Exeter Chiefs – Cheetahs 42:12 (już do przerwy było 35:7; 17 punktów, w tym przyłożenie Henry’ego Slade’a).
Rugby Europe Super Cup
Nie udało się podtrzymać dobrej serii czeskim Bohemia Rugby Warriors w czwartej (przedostatniej) kolejce fazy grupowej Rugby Europe Super Cup – teraz jednak przyszedł czas na najtrudniejszych przeciwników i hiszpańscy Iberians nie dali naszym sąsiadom żadnych szans, wygrywając aż 52:3. Wysoko zwyciężyli też portugalscy Lusitanos – 35:7 na wyjeździe z Romanian Wolves. Hiszpanie i Portugalczycy, dotąd niepokonani, prowadzą zdecydowanie w tabeli. Trzecie miejsce zajmują Czesi, a na czwarte wskoczyli Brussels Devils, którzy wygrali w Amsterdamie z Deltą 38:17. Losy awansu do półfinałów rozstrzygną się za tydzień.
Pro D2
- W cieniu rozgrywek europejskich we Francji odbyła się trzynasta kolejka Pro D2. Chyba najciekawiej zapowiadał się pojedynek nieoczekiwanie znajdującego się w czołówce Colomiers z Grenoble, które ma wielkie ambicje, ale sezon w kratkę. Wygrali gospodarze, ale rozmiar wygranej zaskakuje – aż 43:7 (po 4 przyłożeniach w ostatnich 20 minutach). Święto także w Aurillac, które pokonało inną ligową potęgę (i na dodatek lokalnego rywala), Brive, 24:13. Liderem ligi pozostało Vannes, które tym razem wysoko wygrało na wyjeździe z beniaminkiem z Carcassonne – było 15:52, choć do przerwy zanosiło się na niespodziankę. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 15:10, ale w drugiej Bretończycy zdobyli sześć przyłożeń, z czego połowę z nich zaliczył Robin Taccola. Poza tym Béziers przegrało z Soyaux Angoulême 15:20, Biarritz uległo 25:37 wciąż pozostającemu na ligowym podium Valence Romans (17 punktów z kopów Lucasa Mereta, w tym niemal 60-metrowy karny), Mont-de-Marsan przegrało 12:36 z Oyonnax (czwarta z rzędu porażka gospodarzy), Nevers zwyciężyło Dax 32:26, a na koniec kolejki Agen przerwało serię porażek i odniosło cenną wygraną nad Provence po zaciętym pojedynku (było 27:23) – porażka Prowansalczyków oznaczała, że spadli oni z drugiego na czwarte miejsce w lidze. Obrazek z kolejki: https://x.com/i/status/1996877189107831245 (trochę przypadkowe, ale imponujące 50:22 w wykonaniu Rodrigo Marty).
Champ
- Grała także druga liga angielska, Champ. Tu w dziewiątej kolejce niepokonani dotąd Ealing Trailfinders kontynuowali swoją serię gromiąc Caldy 38:0 – ekipa spod Liverpoolu po czterech wygranych na starcie sezonu zaliczyła teraz piątą przegraną z rzędu. W bardzo ciekawym pojedynku Worcester Warriors, wicelider ligi, przerwał zwycięską serię Cornish Pirates, wygrywając z nimi 40:24. Na trzecim miejscu są Bedford Blues po minimalnej wygranej nad Cambridge (29:28 – przegrani byli bliscy pierwszego zwycięstwa w sezonie). Poza tym Chinnor przegrało z Nottingham 6:11, Hartpury University zremisowało z Doncaster Knights 33:33, Coventry ograło London Scottish 66:10, a Richmond uległ Ampthill 20:25.
Uganda Cup
Drużyna Black Pirates z Kampali zdobyła podwójną koronę w Ugandzie – po zdobyciu wiosną mistrzostwa kraju, w ten weekend z sukcesem zakończyła też rozgrywki pucharowe. W finale pokonała 19:8 inną stołeczną ekipę, Heathens. I mistrzostwo, i puchar Black Pirates zdobyli po raz trzeci w swojej historii.
Grzegorz Bednarczyk
Więcej informacji o rugby w kraju i na świecie przeczytasz na moim blogu „W szponach rugby” [kliknij]