Historia Skreli nie zaczyna się pod jasnymi światłami stadionu. Rozpoczyna się w Colomiers, spokojnym mieście tuż za Tuluzą, gdzie powietrze pachnie lekko chlebem z porannych bulangerii (piekarnia i kawiarnia, w której można zjeść śniadanie - przyp. JW) i gdzie jego rodzice - polscy uchodźcy, którzy przekroczyli granice niosąc więcej nadziei niż rzeczy - próbowali zbudować życie z rozrzuconych kawałków. Jego ojciec pochodził ze wsi Kobiela, matka z Charbinowic, a razem przynieśli ze sobą odporność, która pewnego dnia ukształtuje ich syna znacznie bardziej, niż kiedykolwiek przypuszczali. Potem nadeszło złamane serce, które przychodzi zbyt wcześnie dla chłopców, którzy marzą w dużych kolorach, stracił ojca w wieku 12 lat. Można sobie prawie wyobrazić, jak tam stoi, dziecko uwięzione pomiędzy żalem, a upartą potrzebą poruszania się. Może ta strata go zahartowała, a może to go zmiękczyło. Ale z pewnością coś w nim wyryło - determinację, która wszędzie mu towarzyszyła.
Zanim wszedł na boisko dla FC Auch, a później Stade Toulousain, grał L’Isle-Jourdain. Francja go zauważyła. W 1971 roku po raz pierwszy założył francuską koszulkę, zmierzając się z RPA z nerwami, które naprawdę rozumieją tylko debiutanci. Następnie kariera przeszyta czterdziestu sześciu czapkami (meczami), wspólny tytuł Pięciu Narodów w 1973 roku i niezapomniany Wielki Szlem w 1977 roku - rok, kiedy Francja nie tylko wygrała, ale dominowała z rozmachem, który sprawił, że nawet ich rywale się ich bali. A wcześniej był ten moment w listopadzie 1971 roku, który kibice lubią podawać, jakby to był folklor, Skrela przejmuje piłkę Arthura McGilla i zdobywa pierwsze w historii przyłożenie za 4 punkty w oficjalnym meczu międzynarodowym z Australią. To taki moment, który nie trafia do książek rekordów, ale zapada w pamięć.
Ale gracze nie zostają graczami na zawsze. Jedni oddalają się od gry, inni po prostu znajdują nowy sposób, by do niej przynależeć. Skrela wybrała to drugie. W 1983 roku ponownie spotkał się z Pierre'em Villepreuxem, tym razem nie jako koledzy z drużyny, ale jako współtwórcy nowej ery w Stade Toulousain. Ich partnerstwo przyniosło trzy mistrzostwa Francji - Tulon pokonali w finałach dwa razy w 1985 i 1989, a Agen w 1986 roku. To nie były tylko trofea; były dowodem na to, że jego umysł do rugby był tak samo ostry, jak kiedyś jego ręce.
Potem nadszedł rok 1994, a Skrela wrócił do domu - do Colomiers - jako dyrektor rugby. To powinien być długoterminowy rozdział, ale rugby ma sposób, żeby zadzwonić do innych osób, kiedy najbardziej Cię potrzebuje. Po Pucharze Świata w 1995 roku zastąpił Pierre'a Berbiziera na stanowisku głównego trenera reprezentacji Francji. Nie zajęło mu dużo czasu, żeby przejść do historii: przy pierwszej próbie został pierwszym europejskim trenerem, który pokonał Nową Zelandię. Rzadkie osiągnięcie bez tchu. Jednak, jak każdy trener wie zbyt dobrze, triumf nigdy nie podróżuje sam. Walczył, aby przełamać RPA i Australię. Francja czasem się potknęła, nawet przegrała z Tonga w 1999 roku i z Włochami w 1997 roku - przypomnienie, że rugby nie ma cierpliwości do samozadowolenia.
Ale jeśli oceniasz człowieka tylko po jego porażkach, tęsknisz za magią jego powrotów. Francja zaryczała przeciwko Anglii w 1997 roku i dostarczyła jeden z najbardziej zdumiewających zwrotów, jakie kiedykolwiek widziałem przeciwko Nowej Zelandii w półfinale Pucharu Świata 1999 w Twickenham - noc przesiąknięta niedowierzaniem, adrenaliną i czymś bliskim. Pod rządami Skreli Francja zdobyła po sobie dwa Wielkie Szlemy w 1997 i 1998, cementując swoje miejsce wśród wielkich umysłów rugby swojego pokolenia.
A potem, mimo wszystkich zawirowań, poprowadził Francję do finału Mistrzostw Świata w 1999. Tylko Jacques Fouroux zrobił to przed nim w 1987 roku. Nie udało mu się wygrać w finale z Australią, może to za mocno na niego podziałało. 16 listopada 1999 roku zrezygnował - po cichu, niemal nagle, jakby wiedział, że jego rozdział został zamknięty w momencie, gdy gwizdek sędziego zakończył finał.
Ale rzecz w tym: dziedzictwo nie opiera się na samych zwycięstwach. Dziedzictwo Skreli jest zszyte z odporności, z dzieciństwa naznaczonego stratą, ze śladów rodziców, którzy uciekli z ojczyzny, aby zapewnić mu przyszłość, i z każdego powrotu, który jego zespoły tworzyły, gdy logika mówi, że nie powinna. To historia nie tylko rugby, ale życia spędzonego na wznoszeniu się - znowu i znowu - bez względu na przeciwnika.
SKRELA Jean-Claude, ur. 01.10.1949 w Cornebarrieu. Wykształcenie wyższe, profesor wychowania fizycznego. Zawodnik US L’Isle-Jourdain (1964-1967), FC Auch (1968-1971), Stade Toulousein (1971-1982, srebrny medal mistrzostw Francji 1980). Pierwszy trener Gues Parbues. W reprezentacji Francji seniorów rozegrał 46 oficjalnych meczów międzypaństwowych, występował na pozycji skrzydłowego młyna, zwycięstwo w Pucharze 5 Narodów 1973, 1977 (te drugie z Wielkim Szlemem). Trener seniorów Stade Toulousein (1983-1992, złote medale mistrzostw Francji: 1985, 1986, 1989, srebrny 1991), dyrektor US Colomiers (1993-1995). Trener reprezentacji Francji (1995-1999 srebrny medal Pucharu Świata 1999, zdobywca Wielkiego Szlema Turnieju 5 Narodów 1997, 1998).
PS. Tekst pochodzi z „Sports Barbar” amerykańskiego profilu na Facebooku, biogram z Encyklopedii Polskiego Rugby (M. Niedźwiecki, J. Wierzbicki, 2004). Różni się nieco od tego z Wikipedii, bo dane podał nam sam Skrela, który na początku tego wieku przez kilka lat był konsultant reprezentacji Polski seniorów XV. W latach 2002-2004 był Dyrektorem ds. Sportu Krajowego Ośrodka Rugby w Marcoussis, w latach 2004-2014 Dyrektorem Technicznym Francuskiej Federacji Rugby, a w latach 2014-2016 menedżerem reprezentacji Francji w Rugby 7.
Zdjęcie: www.lequipe.fr